sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 23


     Wpatrując się w swoje odbicie w lustrze, czułam tak jakby po drugiej stronie stała inna, zupełnie obca dla mnie osoba. Blada twarz, spierznięte usta, podbite oko, oraz swoje ciemne włosy zepniete w niezdarnego koka, już dawno straciły swój dawny blask. Zupełnie tak jak moje oczy, w których kiedyś było tyle radości, szczęścia, nadziei. Natykając się na swoje spojrzenie w lustrze, byłam przerażona. Wyglądały na takie smutne. Widziałam w nich tyle bólu, agresji i gniewu, kiedy jeszcze nigdy nie zdołałam aż tyle ujrzeć. Czułam się taka nieszczęśliwa i tak cholernie samotna, jak nigdy dotąd. Tak, bo do tej pory miałam Oliwię i Michała. Nie byłam sama, miałam z kim porozmawiać, powygłupiać się, pożartować, czy też nawet popłakać. Teraz wszystko co było dla mnie najważniejsze na świecie, straciłam nieodwracalnie. 
     Widok własnego odbicia w lustrze sprawił, że oczy robiły mi się wilgotne. A już po chwili poczułam pierwszą łzę, na swoim policzku, która spływała powoli szukając swojego ujścia. Ja natomiast wytarłam ją szybko rękawem bluzy, którą miałam na sobie. Wiedziałam, że nie mogłam płakać! Nie tutaj, nie przy mamie i tym bardziej przy Olku, który by miał kolejny powód do satysfakcji. Jedynym wyjściem było pójście do tej starej, śmierdzącej, zjebanej szkoły. Wychodząc z łazienki, pokierowałam się do kuchni i wzięłam z kuchennej blaty wodę niegazowaną, którą spakowałam do swojej szkolnej torby. Spoglądając na zegarek, widniący w przedpokoju, który wskazywał 07:45, postanowiłam wyjść z domu.
                                                      *

     Przedzierając się przez zatłoczony korytarz, na każdym kroku czułam kątem oka, że ktoś mi się przyglądał. Starałam się nie zwracać na to uwagi i próbowałam przedostać się do swojego ulubionego zakamarka. A już po chwili rzuciłam torbę pod ścianę i usiadłam na swoim ulubionym parapecie. Miejscem przeznaczonym tylko dla mnie. Odwracając głowę za siebie, nagle napotkałam wzrok Oliwii i Michała, który przyglądali mi się od dłuższego czasu. Ich spojrzenie nie wyrażało żadnych emocji. Ja natomiast nie mogłam dłużej znieść tego i odwróciłam szybko głowę. Tak, bardzo dobrze, że się patrzą. Niech zobaczą jak cierpiałam! Niech zobaczą jak wyglądałam. Tylko po to tutaj przyszłam. Przyszłam do tej głupiej szkoły tylko po co, aby im pokazać, że to głównie przez nich wszystko straciłam. Gdyby Oliwia zachowywała się fair wobec mnie, nigdy nie posunęła by się do tego, żeby zrujnować moje życie. Tak, do tej pory moje spokojne życie zamieniło się w piekło! Wszystko co najgorsze mnie spotkało. Tak, więc dobrze! Niech się patrzą i niech zobaczą, że jestem najbardziej nieszczęśliwą istotą na tej ziemi. Niech to oni cierpią teraz. 
     Moje myśli nagle przerwał głośny dzwonek, powiadamiający najprawdopodobniej o pierwszej lekcji. Upewniając się, sięgnęłam po telefon, aby sprawdzić godzinę. Tak, była 08:00. Przez moment biłam się z myślami czy iść na lekcję. Ale wiedziałam, że nie będę w stanie się na niczym skupić. Ja już nie potrafiłam normalnie funkcjonować, jak do tej pory! Wiedziałam, że nie dam rady wysiedzieć na tych wszystkich godzinach. Z drugiej strony wiedziałam, że mam mnóstwo nieusprawiedliwionych godzin, co bardzo rzadko również do tej pory mi się zdarzało. Ale miałam to głęboko gdzieś. W tej chwili to był mój najmniejszy problem. I tą całą naukę teraz miałam gdzieś, skoro moje poukładane i spokojne życie szlak trafił! Nie panując już nad złością i emocjami, wstałam, zabrałam torbę i pobiegłam do damskiej łazienki. Wchodząc, zamknęłam ostrożnie drzwi i upewniając się czy nikogo nie ma, zapukałam do wszystkich osobnych pomieszczeń, gdzie załatwia się swoje potrzeby. Kiedy upewniłam się, że wszystkie są puste, zamknęłam się w jednym z nich i wybuchnęłam głośnym i gwałtownym płaczem. Nie byłam w stanie już udawać, że wszystko było okej, kiedy tak naprawdę nic nie było. Płacząc, przed moimi oczami kolejny raz pojawił się wczorajszy obraz, który utkwił mi głęboko jak szpila w sercu, która sprawiła, że moje serce połamało się na miliony kawałeczków. Obraz, który przedstawiał chłopaka i dziewczynę na zabój zakochanych, całujących się, nie widzących świata po za sobą. Szkoda tylko, że ten chłopak nie mógł powiadomić o tym innej dziewczyny sto razy bardziej zakochanej w nim, niż tamta. Właśnie! Dlatego tego on do cholery nie zrobił? Gdybym postawiła się w jego sytuacji nigdy bym tak nie zrobiła! Rozumiem, że po tej całej sprawie mógł być trochę zdezorientowany albo zmieszany, ale gdyby mu zależało chodź trochę próbował by jakoś to wszystko wyjaśnić, dowiedzieć się prawdy. Gdyby był we mnie zakochany nie całował by się z inną dziewczyną. I dlaczego tą dziewczyną musiała być akurat Patrycja? Ach, tak oczywiście: piękna, popularna, inteligentna, umiejąca się dobrze bawić. Dziewczyna bez wad! Nienawidziłam jej, cholernie jej nienawidziłam! Całego świata nienawidziłam! Co on w niej widział? Przecież to tylko puste lalunie, dla których liczy się w życiu tylko zabawa i nic więcej. Nie mają w życiu żadnych marzeń, ani planów. Dlaczego akurat Laura z nimi się zadawała? Czasem miewałam takie wrażenie, że ona zupełnie do nich nie pasowała, że jest inna niż one. Ale tak naprawdę była najfajniejsza z nich wszystkich. O Karolinie i Sandrze, tak naprawdę nie miałam zdania, bo ich nie znałam. O Patrycji, również... do wczoraj. Kiedy zobaczyłam ją obściskującą się z chłopakiem moich marzeń, coś we mnie pękło. Poczułam do niej taką ogromną nienawiść, jak do największego wroga. Większą niż nienawiść do Olka. To ja miałam być koło Adriana. To ja kurwa miałam być na jej miejscu! Ale oczywiście nie dane mi to było, ponieważ Olek wymyślił ten swój cholerny plan zemsty, w który wmieszał Oliwkę i wszystko zjebali! A kto wie, może teraz byłabym najszczęśliwszą dziewczyną na świecie? A obiecałam samej sobie, że kiedy zakocham się kolejny raz zrobię wszystko,by z nim być! Że nie popełnię tego samego błędu co w gimnazjum. Obiecałam sobie, że będę bardzo szczęśliwa. Ale najwidoczniej szczęścia nie da się zaplanować. A tak bardzo chciałam. Gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że zakocham po uszy w niecałe dwa tygodnie, wyśmiałabym go. Wystarczyło tylko jedno spotkanie i kilkadziesiąt sms'ów, aby tak właśnie się zakochać. I jeden widok, który sprawia, że zawala się cały świat. Najgorsze jest jednak to, że po tym wszystkim co zobaczyłam nie pamiętałam dokładnie to co się działo. Tylko tak jakby trochę przez mgłę. Wiem, że poprzez łzy w oczach, które zamazały mi widok, straciłam orientacje w terenie. Pamiętam, że wpadłam zapłakana na kogoś oraz, że leżałam półprzytomna na jakiejś ławce. Jakiś czas potem, chodź ciężko było w to uwierzyć, dotarłam jakimś cudem do domu. Kiedy weszłam do środka od razu natknęłam się na mamę, którą pierwszy raz zobaczyłam od jej przyjazdu. Chciała ze mną porozmawiać i zapytała o to podbite oko, a ja tylko odpowiedziałam, że się uderzyłam i uciekłam do swojego pokoju. Nie chciałam z nikim rozmawiać, chodź tak bardzo tego potrzebowałam. Tłumiłam to wszystko w sobie. Wiedziałam, że nie powinna byłam, ale nie chciałam się nikomu zwierzać z moich sercowych rozterek. Z resztą gdybym chciała, nie wiem czy byłaby taka osoba, w której mogłabym zaufać. Po za mamą oczywiście. Ona też miała mnóstwo problemów i nie chciałam obarczać jej jeszcze swoimi! Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że nie wiedziałam co z tym wszystkim zrobić dalej! Nie żałuję jednak tego, że wczoraj pojechałam pod tą szkołę Adriana i dowiedziałam się prawdy. Pewnie gdybym tego nie zrobiła, dalej bym żyła łudząc się nadzieją, że odpisze. Boże, a ja tyle esów mu powysyłałam, a on na żadną nie mógł się pofatygować i odpisać. Już nigdy więcej mu nic więcej nie napiszę, nie po tym co zobaczyłam. Nie będę już więcej się przed nim płaszczyć. I chodź to wszystko tak bardzo boli, nie mogę już nic więcej zrobić. I kolejny raz wybuchnęłam głośnym płaczem, którego nie byłam w stanie pohamować.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Przerażona w jeden chwili ucichłam i zaczęłam się zastanawiać kto to był i kiedy ta osoba weszła, ponieważ nic nie słyszałam. Ale zapewne to poprzez mój głośny płacz, nie zdołałam nic usłyszeć.
- Kto tam jest? - zapytała dziewczyna, która dobijała się do moich drzwi. Po głosie rozpoznałam, że jest to znajoma dziewczyna. W głębi serca pomyślałam, że była to Oliwia, dlatego pod wpływem impulsu otworzyłam drzwiczki, jednak moim oczom ukazała się nie Oliwia, lecz Laura.
- Amelia? Boże, to ty! Co o się stało?
- Nic, zostaw mnie - powiedziałam stanowczym tonem 
- Przecież widzę... 
- Co ty tu w ogóle robisz? - zapytałam nieufnie, wycierając ręką oczy.
- Wyszłam do łazienki. Dlaczego nie chodzisz na lekcje? Amelka... Czemu tu siedzisz? Powiedź mi co się dzieje! - powiedziała, wyciągając chusteczki higieniczne z kieszeni i podając mi je.
- Dzięki... Mm.. mam problemy, ale to nic poważnego. Poradzę sobie - oznajmiłam i kiedy wytarłam twarz, próbowałam się uśmiechnąć, niestety mi nie wyszło.
- Chodzi o Oliwię, tak? Pokłóciłyście się - stwierdziła
- Skąd to wiesz?
- Kochana, przede mną nic nie ukryjesz! O co wam poszło?
- Nie ważne, tak czy inaczej już nic nigdy nie będzie tak jak było. Wiesz, przepraszam cię Laura, ale jednak wolałabym pobyć sama. Chusteczki mogę zatrzymać?
- Jasne. Ale czekaj... - przerwała i bez pytania wyciągnęła z mojej torby brudnopis i długopis i zapisała w nim dziewięć cyferek - To mój numer. Jakby coś to dzwoń i wyskoczymy gdzieś odreagować, okej?
- Dzięki, ale raczej nie skorzystam.
- Mam nadzieję, że jednak zmienisz zdanie - powiedziała i na pożegnanie cmoknęła mnie w policzek i wyszła. 
I znowu zostałam sama. Z zeszytem w ręku, w którym było wypisane te kilka cyferek, które były moją ostatnią deską ratunku. Ale wiedziałam i tak, że z niej nie skorzystam.


_______________________________________
Witam Was!
I od razu przepraszam z całego serca,
że znowu was zawiodłam i tyle nie pisałam.
Wiadomo każdy ma swoje życie i obowiązki
i na to się już nic nie poradzi.
Dzisiaj jednak coś mnie wzięło, aby napisać kolejny
rozdział i proszę oto jest :D
Przepraszam za te wszystkie przekleństwa, ale
chciałam pokazać jak bardzo Amelia cierpi
i mam nadzieję, że te wszystkie emocje i wgl
udało mi się jakoś trafnie opisać haha.
Trudno mi powiedzieć kiedy kolejny rozdział,
a nie chcę nic obiecywać, a potem was zawieść,
więc po prostu do następnego ;)
Zapraszam do zabrania Waszego głosu w ANKIECIE!
No i oczywiście do komentowania, które
mnie motywuje do napisania kolejnego rozdziału.
Pozdrawiam :*
      

5 komentarzy:

  1. Zapraszam:
    http://believe-for-destiny.blogspot.com/
    Będzie miło jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Heeej. Na początek chciałam Cię z całego serca przeprosić. Nie skomentowałam ostatniego rozdziału, a i ten komentuję z opóźnieniem. Jest mi strasznie wstyd.
    Mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam Twoje opowiadanie. Idealnie pasuje do mojej ostatniej sytuacji życiowej.
    Bardzo dobrze rozumiem Amelię. Nie raz przechodziłam coś podobnego, a teraz też przechodzę przez nieco bolesny czas. Ale u mnie jest już lepiej, co miałam wypłakać, to wypłakałam. No, ale nieważne.
    Jest mi bardzo żal dziewczyny. Mówią, że miłość uszczęśliwia, a tak naprawdę przynosi wiele bólu i łez.
    Jeżeli to ma być szczęście, to ja chyba wolę go nie mieć.
    Olek, jak ja go nienawidzę, co za.... Szkoda na niego słów. To jest brat do cholery!? To jest jakiś psychol, on powinien się leczyć. Wiadomo, że w rodzeństwie są kłótnie i jakieś droczenie się ze sobą, ale nie coś takiego. Też mam brata i nigdy na siebie rąk nie podnosiliśmy. To jest jakaś patologia zwyczajnie. Współczuję Amelii.
    Co do Laury, to mam nadzieję, że one się pogodzą. Szkoda ich przyjaźni. Też mam najlepszą przyjaciółkę i jak raz się do siebie nie odzywałyśmy, po prostu obraziłyśmy się, to to był najgorszy czas w moim życiu. Przyjaźń jest ważna i jeżeli to jest prawdziwa przyjaźń, to w końcu dojdzie do zgody. Bo prawdziwy przyjaciel, jest jak rodzina.
    Naszą Amelią zainteresowała się Oliwia. Wydaje się być miłą i rozsądną dziewczyną. To miło z jej strony, że zaoferowała pomoc naszej głównej bohaterce.
    Na początku myślałam, że pójście pod szkołe Adriana nie było dobrym pomysłem, ale teraz jak na to patrzę, to przynajmniej dziewczyna wie na czym stoi. Według mnie Adrian zachował się jak dupek i palant. Zaczynam myśleć, że na tym świecie istnieją sami tacy, Tak zwani łamacze serc. Trudno o wyjątki w dzisiejszych czasach.
    Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i Amelia będzie mogła powiedzieć, że jest naprawdę szczęśliwa, a z jej życia znikną szare chmury, pokazując piękny błękit nieba.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Nie obiecam, że skomentuję w terminie, gdyż ostatnimi czasy trudno mi to zrobić. Ale na pewno zostawię po sobie komentarz.
    Życzę Ci dużo weny i wesołych świąt ;)
    Buziaki, Twoja fanka - Maarit :*

    OdpowiedzUsuń
  3. cudny rozdziała zresztą jak zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejoooooooo, wczoraj znalazłam Twojego bloga i muszę przyznać , że jest ŚWIETNY;) żałuję że dopiero teraz...ale i tak wszystko nadrobiłam i naprawdę szkoda że już rzadziej pojawiają się rozdziały bo są świetne. Swoją drogą, ktuś z nauczycieli czy jak mógłby zareagować i jakoś by się potoczyło, ale tom nie ja piszę tego bloga, lecz ty i jestem zdana na cb. Intrygujący jest ten NOWY chłopak który troszku zainteresował się Amelią, mam nadzieję że cuś się z nim związanego wydarzy i byc może z nim główna bohaterka będzie happy. Nom to może mojej opinii to na tyle i jak każdy czekam na next:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej. Nominowałam Cię do Liebster Award. Zasłużyłaś na to, naprawdę ;) Więcej informacji u mnie na love-of-accident.blogspot.com
    Buziaki, Maarit :*

    PS. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń