wtorek, 29 października 2013

Rozdział 13


Trzy dni później.

      Stojąc przy garderobie z ubraniami, zorientowałam się, że przez cały poranek uśmiech nie schodził mi z twarzy. Był to chyba jedyny mój poniedziałek, z którego cieszyłam się najbardziej na świecie! Nie mogłam, wręcz uwierzyć, że ten długo oczekiwany dzień wreszcie nadszedł! Moja pierwsza randka z Adrianem. Czekałam na ten dzień, od pierwszego dnia, kiedy go spotkałam. Czasami zastanawiałam, się czym ja sobie zasłużyłam na takiego wspaniałego chłopaka jak on. Ciągle nie mogłam uwierzyć, że już za kilka godzin, zaraz po lekcjach, spotkam się z nim. Z góry wiedziałam, że przez wszystkie lekcje raczej nie będę się mogła skupić, na czym innym niż tylko nad rozmyślaniem, jak to spotkanie przebiegnie. Czułam się taka podekscytowana, szczęśliwa, a jednocześnie zdenerwowanie i stres zjadały mnie od środka. 
     Obiecałam sobie, że tego dnia ubiorę się bardziej kobieco i ładniej niż zwykle. Nie chciałam zakładać od razu sukienek, albo spódniczek, bo nie chciałam się zbytnio wyróżniać w szkole i... nie chciałam, żeby Adrian pomyślał, że to dla niego, że mi na nim zależy i tak dalej. W zamian postanowiłam, że włożę ciemne rurki, podkreślające moje szczupłe nogi, oraz niebieską bluzkę, z krótkim rękawem, którą ostatnio kupiłam będąc na zakupach z Oliwią. Do tego brązowe buty na koturnie. Włosy starannie wyprostowałam, a makijaż również zrobiłam sobie najstaranniej jak potrafiłam, ale uważałam aby z nim zbytnio nie przesadzić. Zazwyczaj nie ubierałam się tak do szkoły i dlatego wiedziałam, że ludzie będą się na mnie patrzeć, ale w tej chwili było mi to obojętne. Miałam tylko nadzieję, że spodobam się Adrianowi. 
- Amelia, Olek zejdźcie na chwilę! - zawołała niespodziewanie mama.
Zaskoczona odłożyłam wszystkie kosmetyki na bok i pobiegłam na dół, do łazienki, aby przyjrzeć sobie sobie w lustrze po raz ostatni. Cóż, szczerze mówiąc już dawno nie wyglądałam tak ładnie. Martwiłam się tylko, czy aby makijaż mi się nie rozmaże przez te kilka godzin w szkole. Jednak stwierdziłam, że nie będę przesadzać. 
Kiedy już byłam gotowa, poszłam do kuchni, aby zobaczyć w jakim celu mama mnie wołała.      
- Co chciałaś? - spytałam
- Poczekajmy na Olka. - powiedziała dość poważnym tonem, którego się trochę przestraszyłam.
W tym momencie właśnie, zeszedł Olek, który kiedy mnie zobaczył, zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu i powiedział:
- A od kiedy ty chodzisz w koturnach? - zapytał z drwiną, którą się dało ją wyczuć na kilometr.
- Nie twój zasrany interes! - odpyskowałam.
- Przestańcie, proszę! Mam wam coś ważnego do powiedzenia - zamilkła na chwilę, aby upewnić się czy ją słuchamy, po czym dokończyła - Dzisiaj, niestety muszę wyjechać na kolejny wyjazd służbowy do Warszawy. 
- A na ile? - zapytał z ciekawością Olek
- Na kilka dni...
- No i co związku z tym? Wcześniej też wyjeżdżałaś. - powiedziałam przyglądając się mamie uważnie, ponieważ wyglądała na zmartwioną.
- Boję się was znowu samych zostawić. Wy ciągle się kłócicie, docinacie sobie... Olek palił, nie wiadomo co wam znowu strzeli do głowy!
- Spokojnie mamo, nie będę już palił, obiecałem przecież, tak? A jeśli chodzi o nas.. - Olek przerwał na sekundę, aby spojrzeć na mnie - poradzimy sobie.
- Nie pozabijacie się? - spytała mama z lekkim rozbawieniem.
- Nie, mamo. Jedź sobie i o nic się nie martw - powiedziałam z uśmiechem. 
- Dobrze - powiedziała wyraźnie uspokojona mama - Pieniądze na jedzenie zostawię wam na lodówce, mam nadzieję, że sto złotych starczy!?
- Jasne. To tylko kilka dni. - stwierdziłam, po czym spojrzałam na Olka, który widać było, że myślał nad czymś bardzo intensywnie, uśmiechając się pod nosem. Przez moment, pomyślałam, że być może cieszy się z tego, że ma okazję, aby zemścić mi się za tą ostatnią akcję. Jednak ja się nie bałam. Czułam, że Adrian daje mi niewyobrażalną siłę, do pokonywania przeszkód i do rozwiązywania problemów. I w tym momencie najmniej obchodziło mnie to, co sobie kombinuje mój brat. Miałam na to za dobry humor. 



  

____________________________________________

Krótki ale jest :P
Jak uważacie, powiedzie się randka Ami i Adriana?
Komentujcie :D



czwartek, 24 października 2013

Rozdział 12


     Przez sekundę pomyślałam, że to wszystko mi się przewidziało, albo że to tylko moja wyobraźnia. Jednak rzeczywistość była inna... dosłownie wszystkie rzeczy jakiekolwiek znajdywały się w moim pokoju, były porozwalane na podłodze. Od książek, zeszytów, płyt po różne słodycze, które przechowywałam pod łóżkiem. Cały mój pokój wyglądał jak jakieś pobojowisko. Kiedy weszłam dalej, z przerażeniem zauważyłam, że zniknęły wszystkie moje pamiątki, pocztówki, zdjęcia, zegarki, kolczyki, cała moja biżuteria... dosłownie wszystko, znajdywało się teraz na podłodze! Wszystkie moje najcenniejsze rzeczy! Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Byłam pewna na sto, a nawet na tysiąc procent, że tego arcydzieła dokonał mój ''wspaniały'' braciszek. Bez zastanowienia, ruszyłam w kierunku jego pokoju. A kiedy tylko się w nim pojawiłam, zaczęłam się na niego wydzierać:
- Jeśli to była ta twoja zemsta, to ci się udało!
Zdezorientowany Olek, ściągnął słuchawki, które miał na uszach i zrobił minę niewiniątka. Po kilku sekundach ciszy, pomiędzy nami, nie wytrzymał i zaczął się śmiać najgłośniej jak się tylko dało. Zirytowana, zaczęłam dalej krzyczeć:
- Ty jesteś jakiś nienormalny! Czy ty serio nie masz nic innego do roboty tylko ciągle się mścić na ludziach? Nie masz innego hobby, w tym twoim life? 
- Oo, proszę! Odezwała się ta niewinna! A kto nakablował matce? Może duch święty, co? 
- Sam się o to prosiłeś! 
- Teraz przez ciebie, gówniaro mam szlaban i zero kieszonkowych. 
- Więc postanowiłeś się odwdzięczyć?
- Tak, przynajmniej będziesz miała co robić! Ja matkę jakoś udobrucham i będzie git! 
- Nie, nie będzie git, ja już się o to postaram! - rzuciłam zdenerwowana.
- Jasne, jasne.. a teraz wynoś się stąd! - krzyknął, zakładając z powrotem słuchawki na uszy.
Wzburzona, wyszłam z pokoju brata. Z mojej torby wyciągnęłam słuchawki, założyłam kurtkę i wyszłam z domu.
                                                             *

     Godzinami włóczyłam się bez celu, po mieście. Nawet ulubiona muzyka, podgłośniona na cały regulator, nie była w stanie uspokoić moich myśli. Przez cały czas myślałam o całej tej sytuacji z Olkiem. To była jakaś masakra! 
Rozejrzałam się dookoła. Znajdywałam się w jakimś parku. Zrezygnowana, usiadłam na pobliskiej ławce, która się tutaj znajdywała. Czułam się bezradna, ale też jednocześnie rozdrażniona i podirytowana całą tą sytuacją. Miałam ochotę zemścić się na bracie w taki sposób, aby popamiętał mnie na długo. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Czasami jest mi przykro, gdy widzę jak inne koleżanki z klasy wspaniale dogadują się ze swoimi braćmi. Dlaczego ja tak nie mam? Co ja takiego złego w życiu zrobiłam? W głębi duszy, miałam jeszcze nadzieję, że zmieni się, zmieni nastawienie... no nie wiem, cokolwiek. Jednak po dzisiejszym dniu, zrozumiałam, że on nigdy się nie zmieni! Mam brata: aroganckiego, bezczelnego, bezwzględnego, egoistycznego i perfidnego. Mogłabym wszystkie jego złe cechy wymieniać w nieskończoność. Ale on się nigdy nie zmieni! Przez te wieczne kłótnie, przepychanki z Olkiem, mam dość wszystkiego. Czasem zastanawiam się, czy mam jeszcze dla kogo żyć tutaj? A no tak.. mam Adriana, Oliwię, Michała, mamę... tak, mam dla kogo żyć! Powinnam być silna, nie poddawać się i pokazać Olkowi, kto tutaj rządzi! Nie powinnam się załamywać, tylko wymyślić coś takiego, co pokazałoby bratu, że tak po prostu nie poddaję się bez walki! Postanowiłam, że tak zrobię! Może nie tylko dla siebie, ale też i dla Adriana. 
     Zdeterminowana, ruszyłam w kierunku domu. Co prawda nie miałam jeszcze dokładnie obmyślonego planu zemsty, ale miałam nadzieję, że w drodze do domu wpadnę na jakiś dobry pomysł.
      Kiedy dotarłam do domu, zauważyłam, że światło w łazience się świeciło i było słychać, że ktoś bierze prysznic. Nie mogła być to mama, ponieważ ona jeszcze była w pracy, więc musiał być to Olek. W dosłownie jednej sekundzie, wpadłam na szatański pomysł. I przy okazji chciałam udowodnić bratu, że ze mną lepiej nie zadzierać!
Najpierw pobiegłam zamknąć wszystkie okna oraz drzwi, prócz tego wejściowego. Następnie zamknęłam na klucz jego pokój. A potem sprawdziłam, czy drzwi do łazienki są otwarte. Miałam szczęście, że były. Olek nie mógł mnie zauważyć, bo był obrócony tyłem. Więc skorzystałam z tego i zabrałam wszystkie ręczniki, jakie wpadły mi w ręce, wyniosłam je do salonu i schowałam w szafie. Następnie wróciłam do łazienki, zabrałam jego ubrania i krzyczałam wymachując nimi:
- Spróbuj to złapać, lamusie!
Mina Olka, w tej chwili była bezcenna. Wyglądał na przerażonego i zdezorientowanego.
- Weź się nie wygłupiaj! Oddawaj to!
- Chyba śnisz! - krzyknęłam i pobiegłam w stronę kuchni. Niczego nieświadomy Olek, zupełnie nagi pobiegnął za mną, zasłaniając jedną ręką swoje krocze. Na co tylko wybuchnęłam śmiechem. Widziałam, że Olek aż się gotował ze złości.
- Ami, oddaj mi to do cholery!
Nic nie odpowiadając, pobiegłam z tymi jego cuchnącymi rzeczami do salonu, goniąc się jak dzieci wokół stołu. Po chwili zrezygnowany Olek, poszedł do swojego pokoju.
- Idź tam, idź! Drzwi są na pewno otwarte! - krzyknęłam wybuchając głośnym śmiechem.
- Ja cię kurwa zabije! - krzyknął brat, który zawrócił i zaczęła się ponowna gonitwa. Tym razem postanowiłam dokończyć swój plan i wybiegłam na dwór. Kiedy już byłam prawie na drodze, obróciłam się aby się upewnić, czy Olek nadal za mną biegnie. Tak, biegł.. a raczej szedł, zmęczony. Ale po chwili znów zaczął za mną biegnąć, krzycząc i wyzywając od idiotek. Mnie to nawet nie ruszało, podobała mi się taka zabawa i wiedziałam, że po tej akcji Olkowi, odechce się tej całej szarpaniny pomiędzy mną, a nim. Okrążając dom, Olek próbował mnie podejść z drugiej strony, jednak nie udało mu się to, ponieważ ja też zmieniłam kierunek i weszłam do domu, zamykając drzwi na klucz. Wiedziałam, że Olek jest na dworze, zupełnie nagi i nie ma możliwości, aby wszedł do domu. Kiedy Olek dobiegł do drzwi i zorientował się jaka jest sytuacja, zaczął szarpać drzwi i zaczął grozić:
- Otwieraj, bo wywalę te drzwi!
- Nie ma opcji! - powiedziałam, odsłaniając firankę, aby zobaczyć reakcje Olka przez okno, które znajdywało się obok drzwi. 
- Albo szybę, co wolisz!
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ zauważyłam, że przez drogę przejeżdżały trzy nieznajome dziewczyny, które kiedy zauważyły nagiego Olka, wybuchnęły głośnym śmiechem, którego nie mogły opanować. Zażenowany Olek, który widziałam, że palił się dosłownie ze wstydu i nie wiedział co ma zrobić.
Ani trochę, nie żałowałam tej zemsty. Wiedziałam, że za to wszystko należało mu się! Nie miałam pojęcia, czy to koniec tej naszej ''wojny'', jednak w tym momencie nie obchodziło mnie to. Ważne, że mój plan się udał i popamięta go na długo.




 __________________________________________________

Beznadziejny ten rozdział ;/
Jednak musiałam go wstawić...




wtorek, 15 października 2013

Rozdział 11


     Wpatrując się bezustannie w sufit, myślałam intensywnie nad wczorajszym wydarzeniem i nie mogłam zrozumieć tylko jednego. Słyszałam wczorajszą kłótnię, mamy z Olkiem, lecz co mnie zdziwiło, Olek potem nie przyszedł się powydzierać na mnie. Znając jego zachowanie, byłam pewna niemalże na 100%, że przyjdzie, powydziera się, albo zemści w jakiś sposób. Powinnam się z tego cieszyć, jednak nie potrafiłam. Za każdym razem, kiedy słyszałam kroki, obok mojego pokoju, przechodziły mnie ciarki. Bałam się, że za chwilę, Olek tu wpadnie i zrobi mi coś takiego, że popamiętam go na długo. Przecież to do niego podobne! To by było dziwne i wręcz niemożliwe, gdyby nagle zrozumiał swój błąd, że to jego wina, że śmiał się ze swoimi kumplami ze mnie i miałam prawo go wsypać. Takby się nie zachował Olek. Nigdy. Jednak nie żałowałam, ani trochę, że się zemściłam w ten sposób. Sam tego chciał.
     Chcąc, nie chcąc podniosłam się z łóżka, które stało mi się bardziej bliższe niż zwykle. W końcu spędziłam w nim prawie całe popołudnie i całą noc, ukrywając się przed braciszkiem. Wiem, powinnam być bardziej odważna, pewna siebie, stanowcza itd. Nienawidziłam siebie za to! Jednak dzisiaj, wszystko było mi już zupełnie obojętne. Wyciągnęłam z garderoby, pierwsze lepsze ubrania i poszłam do łazienki. Dzisiaj wyjątkowo byłam w niej tylko przez 10 min. Bo po pierwsze: nie czułam się najlepiej, a po drugie: musiałam wyjść do szkoły wcześniej, aby przypadkiem nie natknąć się na 'wspaniałego' braciszka. 
     Stojąc przy stole kuchennym, zastanawiałam się przez chwilkę, co zrobić sobie na śniadanie. Po niedługim zastanowieniu wyciągnęłam miseczkę i wsypałam do nich ulubionych płatków, po czym dolałam do nich ciepłego mleka, które niedawno zapewne odgrzewała mama, kiedy śpieszyła się do pracy. Siadając przy stole, nagle poczułam w kieszeni wibrację komórki. Wyciągnęłam ją i widząc nową wiadomość od Adriana,uśmiech zagościł na mojej twarzy dzisiaj po raz pierwszy.
On: Hej, co tam? Czekałem, aż napiszesz ale chyba się nie doczekam :D
Ja: Hej, sorki.. miałam dużo na głowie ;P A co u cb? xD
Z szerokim uśmiechem na twarzy, zaczęłam jeść śniadanie. To prawda, przez te wszystkie ostatnie wydarzenia totalnie zapomniałam o Adrianie. Nie miałam pojęcia, że on czeka na moją wiadomość, to miłe. I kolejny raz się uśmiechnęłam do swoich myśli. 
     Kierując się w stronę wyjścia do drzwi, zabrałam swoją torbę i bluzę. Zamykając starannie drzwi, pognałam ulicą w stronę szkoły, totalnie zapominając o Bożym świecie, kiedy w słuchawkach rozbrzmiewała moja ulubiona muzyka. Nagle za sobą, usłyszałam jakie wołania i krzyki. Przez moment, byłam pewna, że to Olek, albo ktoś z jego kumpli, lecz kiedy się odwróciłam, odetchnęłam z ulgą, to była tylko Oliwia z Michałem. 
- Hej Ami, co ci? Wyglądasz na przerażoną! - powiedziała Oliwia, która spojrzała ze zdziwieniem na Michała, a potem znowu na mnie.
- Nie, nic... myślałam, że to Olek.
- A co się stało, pokłóciliście się znowu? - zapytała 
- Jak coś to mu chętnie dołożę.. mm? - dodał Michał.
- Dziękuje wam, ale lepiej będzie jak będę miała wyjebane na niego - powiedziałam, chodź wiedziałam w głębi, że to nie będzie takie proste.
- Będzie dobrze głowa do góry! Ejj, a w ogóle jak tam z Adrianem? - zapytała Oliwia, patrząc na mnie wymownie.
- Właśnie. Czemu ja zawsze wszystkiego muszę się dowiadywać ostatni? - zapytał Michał z uśmiechem i dodał - Ami, jestem w szoku! Nie przypuszczałem, że wy...
- Przecież my jeszcze nie jesteśmy razem, ludzie! Czemu to was tak dziwi? 
- Nie no, spoko... po prostu, emm... to dziwne, bo kiedy gadaliśmy o nim ty nic nie mówiłaś, aż się sam dziwię czemu my tego nie zauważyliśmy wcześniej - powiedział.
- Sama siebie nie rozumiem - zaśmiałam się - Ale od teraz będę wam mówiła wszystko!
- No i tak powinno być - oznajmiła Oliwia.
- Ami, nie chciałem, żeby to zabrzmiało głupio czy jakoś tak, sama wiesz. No ale serio jestem zszokowany, ale naprawdę... życzę powodzenia - dodał Michał i uśmiechnął się po tych słowach. 
- Nie, dziękuję - powiedziałam i również odwdzięczyłam się uśmiechem.
Podczas tej niedługiej rozmowy z przyjaciółmi, nie patrzyłam na drogę, ani na to gdzie się znajdujemy, dopiero kiedy znaleźliśmy się przy wejściu do szkoły, zorientowałam się jak szybko do niej doszliśmy. Zaraz po tym jak weszliśmy do starego, nudnego budynku zwanego szkołą, Michał rozszedł się w inną stronę, a tylko my z Oliwią, zostałyśmy, siadając na naszym ulubionym parapecie, gdzie najczęściej przesiadywałyśmy na przerwach. 
Patrząc na tłum ludzi, mniej więcej moim wieku, przemieszczających się przez korytarz, nagle w tym tłumie zobaczyłam Laurę, która również mnie zobaczyła i uśmiechnęła się promiennie i kiwnęła głową w moją stronę. Zrobiłam to samo. Przez tą krótką chwilę, miałam wrażenie, że chciała coś powiedzieć. A może mi się zdawało?? Owszem, Laura zawsze była zagadkową dziewczyną, skrywającą wiele tajemnic, ale czego ona mogłaby ode mnie chcieć? O tamtym wydarzeniu w domu, już w sumie zdążyłam zapomnieć. Z resztą, to wszystko może mi się tylko zdawać.
W tym momencie, miałam ochotę się wygadać na jej temat Oliwii, jednak powstrzymała mnie wibracja telefonu, w kieszeni. To Adrian.
On: A może masz ochotę się spotkać np. w poniedziałek? Chciałbym w końcu zobaczyć jak wyglądasz :)
Po tej wiadomości, zaczęłam piszczeć na cały głos sprawiając, że w jednej sekundzie wszystkie spojrzenia były skierowane w moją stronę. Ale w tym momencie najmniej mnie to obchodziło. Oliwia zaczęła pytać o co chodzi, a ja pokazałam jej tylko treść wiadomości, po czym obie wstałyśmy i zaczęłyśmy skakać jak głupie z radości. To zapewne wyglądało bardzo dziecinnie, ale nam to nie przeszkadzało. Kiedy Oliwia mnie przytuliła, wtedy dostrzegłam, że ci najprzystojniejsi chłopcy ze szkoły, patrzą na mnie i się dziwnie uśmiechają. No proszę, to też zwróciłam na sobie uwagę! Ale chuj z tym, ważne, że w końcu jestem umówiona na randkę z Adrianem. Bez zastanowienia odpisałam mu, że się zgadzam.
                                                       *

     Po lekcjach, kiedy wracałam z uśmiechem do domu, nadal nie mogłam uwierzyć w własne szczęście. To było wręcz takie nieprawdopodobne. Nie przypominające w ogóle mojego dotychczasowego życia. Ale to wszystko działo się naprawdę i tylko naprawdę! Za każdym razem kiedy pomyślałam o Adrianie, czułam motylki w brzuchu. Kiedy ja coś takiego ostatnio poczułam? Chyba w pierwszej klasie gimnazjum, przeżywając pierwszą miłość.. ale to już było, minęło i tamten rozdział mam już dawno zamknięty za sobą! Przeszłość dla mnie nie istniała, teraz liczyła się dla mnie tylko moja przyszłość... moja przyszłość z Adrianem... 
     Wchodząc do domu, rzuciłam torbę w kąt i totalnie zamyślona, bujając w obłokach z uśmiechem na twarzy, udałam się do góry, do swojego pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi doznałam szoku...




__________________________________________________


Miałam wenę, więc napisałam kolejny rozdział.
Ostatnio dużo myślałam nad dalszym losem głównych bohaterów
i mam dużo naprawdę fajnych pomysłów, które
być może wykorzystam.
A wy co myślicie? Który wątek wam się najbardziej podoba?
Co myślicie o tym rozdziale?
Proszę więcej o szczegółów dotyczących tego opowiadania. :)




środa, 9 października 2013

Rozdział 10

Tego samego dnia.

     Uśmiechnięta od ucha do ucha, cieszyłam się z takiego obrotu sprawy. W końcu po to ma się przyjaciół, aby mówić im o wszystkim. Wcześniej być może, nie chciałam jej powiedzieć bo... jej nie ufałam do końca? Jak można nie ufać swojej najbliższej, najlepszej przyjaciółce! Postanowiłam, że od teraz już zawsze i wszystko będę jej mówiła. Wszystko.
     Przechodząc przez skrzyżowanie, skręciłam do pobliskiego parku, którym często wracałam ze szkoły, aby szybciej dojść do domu. Z uśmiechem na twarzy, obserwowałam jak różnokolorowe liście opadają z drzew. To głównie też dlatego lubiłam chodzić przez park, aby móc nacieszyć się tym widokiem. Nagle usłyszałam jakieś śmiechy, gdzieś z bliska. Dochodziły one jakieś paręnaście metrów stąd, co było dziwne ponieważ nie było tutaj żywej duszy. Idąc wolnym krokiem przed siebie, usłyszałam jak serce mi szybciej bije ze strachu. Kiedy już zbliżałam się do tych odgłosów, śmiechów, teraz już byłam pewna na 100 procent, że to był męski śmiech, nagle zobaczyłam za drzewem osoby, których najmniej bym się spodziewała. Uśmiech, który jeszcze przed chwilą gościł na mojej twarzy, szybko znikł, a zostało jedynie przerażenie, zdziwienie i niedowierzanie.
- Mogłam się ciebie tutaj spodziewać, braciszku!
- A-A-Ami? - zapytał Olek, a potem spojrzał na swoich dwóch kolegów, którzy byli równie zdziwieni i lekko przerażeni, jak i on. Dopiero kiedy Olek spojrzał na swojego papierosa, którego trzymał w ręce, do połowy wypalonego, zorientowałam się o co chodzi.
- Oo! Ty palisz? Ciekawe co na to mama !
Oboje dobrze wiedzieliśmy, że mama nie toleruje jakichkolwiek używek. Tata, pił, ćpał i ten wypadek stał się głównie z jego powodu. Mama nawet nie wiedziała, że on coś brał. Dopiero sekcja zwłok wykazała, że tata miał w kieszeni kilka woreczków trawki. Początkowo mama nie umiała sobie wybaczyć i obwiniała siebie za to. Jednak z czasem zrozumiała, że to tylko i wyłącznie taty wina. To on ukrywał przed nią ten fakt, że brał. Dlatego mama od dziecka, wmawiała nam, żebyśmy nie pili, nie ćpali ani palili. Mówiła, że to same zło i nie chce, żebyśmy skończyli podobnie. Obiecaliśmy, że nigdy nie weźmiemy cokolwiek do ust z tych rzeczy.
Jednak teraz Olek złamał tą obietnicę, dlatego miałam nad nim przewagę. 
- Masz nic mamie nie mówić, bo wtedy dostane szlaban jak nic na rok!
- No i co mnie to obchodzi? - zapytałam z drwiną.
W jednej sekundzie, Olek przybrał inny wyraz twarzy. Zrobił się bardzo czerwony, zacisnął jedną rękę w pięść, drugą oczywiście nie mógł, bo trzymał tego papierosa, przybliżył się do mnie o 2 kroki bliżej i zagroził:
- Jak powiesz to ci nogi z dupy powyrywam!
Jego równie obrzydliwi kolesie, jak i on, zaczęli się głupkowato śmiać. Czułam abominacje względem ich, kiedy patrzyli się na mnie i brat kiedy tak stał nade mną z miną jakby chciał mnie zamordować.
- Ja cię ostrzegam! Jeśli powiesz... to będziesz miała mocno przerąbane! 
Kiedy Olek tak stał nade mną i mówił te wszystkie słowa, poczułam jak robię się blada. Owszem, bałam się go, co prawda jeszcze krzywdy mi nie wyrządził, ale i tak bałabym się jego zemsty. Postanowiłam na razie uśpić jego czujność.
- Dobrze, nie powiem - powiedziałam, po czym chwilkę się zastanowiłam i dodałam z chytrym uśmieszkiem - A co za to będę miała?
Olek wybuchnął razem z tymi swoimi kolegami, głośnym śmiechem.
- Chyba śnisz! 
- Ej, laska ile będziesz jeszcze tu stała? - odezwał się jeden z tych jego kumpli.
- Bo co?
- Bo to, że zaraz wpadają tu ziomki, a my nie chcemy, żeby oni zobaczyli takiego paszteta.. 
Po tych słowach zrobiło mi się jakoś nieprzyjemnie. Chciałam im się jakoś odszczekać, ale słowo wypowiedziane, przez tych obrzydliwych kolesi ''pasztet'', dzwoniło mi w uszach i nie potrafiłam nic powiedzieć.
- Wypad stąd! - krzyknął jeden z nich, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Tym razem nie wytrzymałam, zaczęłam biec przed siebie, byle jak najdalej od nich. Nie mam pojęcia co mi się stało, że nagle mi zabrakło języka w gębie. Nie potrafiłam się postawić takim gnojkom...
                                                                           *

     W drodze do domu, głęboko zastanawiałam się nad tym jak postąpić. Jednak nienawiść do brata i jego kumpli wygrała. Zaraz po tym jak przyszłam do domu, powiedziałam o wszystkim mamie. Była zdenerwowana, ale podziękowała, że jej powiedziałam. Tak, to była moja zemsta. Za to, że jego kumple nazwali mnie ''pasztetem'' i naśmiewali się ze mnie. To była po części jego wina. To wszystko przez Olka i teraz gorzko tego pożałuje.
     Zaraz po tym jak powiedziałam o wszystkim mamie, pobiegłam na góry, do siebie do pokoju i położyłam się na łóżku, zakrywając twarz kołdrą. Cholernie bałam się co dalej będzie...






______________________________________________________

Krótki, ale jest :D
Przepraszam za błędy i za to, że troszkę długo nie pisałam,
ale wiadomo: szkoła ;/ 
Ale postaram się częściej dodawać, tym
bardziej, że teraz dużo będzie dużo działo!
Liczę też, na jakieś komentarze od czasu do czasu,
żebym widziała, że ktoś to czyta.:)
Pozdrawiam.


poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 9


     Kiedy szłam w kierunku szkoły z uśmiechem na twarzy, ciężko było mi uwierzyć, że to ta sama ja. Zazwyczaj smutna i niewyspana wlekłam się do szkoły, z przyjaciółmi czy bez bez nich. A dziś radosna, uśmiechnięta od ucha do ucha ze słuchawkami w uszach, z których wydobywała się moja ulubiona piosenka. Byłam taka szczęśliwa, czułam, że wszystko mogę. Że cały świat należy tylko do mnie! 
Nagle poczułam, że ktoś mnie szarpnął z tylu. Przerażona odwróciłam się, ale to tylko Oliwia z Michałem.
- Boże!
- Co Boże? Trzeba było poczekać! - powiedziała Oliwia i wystawiła język - W ogóle to daj pyska na powitanie!
Cmoknęłam i ją i Michała w policzek, po czym zdjęłam słuchawki i wyłączyłam muzykę. 
- A co ty dzisiaj taka... radosna? - zapytał Michał, przyglądając mi się uważnie.
- Ja? - spytałam udawając zdziwienie - Taka jak zawsze.
- No chyba nie - odpowiedział Michał.
- Michałek ma rację - stwierdziła Oliwia - Ja ostatnio za tobą nie nadążam, dziewczyno. Uśmiech już w ogóle ci nie schodzi z twarzy, na kilometr widać, że jesteś szczęśliwa...
Dopiero teraz słowa przyjaciółki do mnie dotarły. Do tej pory chyba byłam nie do końca świadoma tego, że się zmieniam itd. To niewiarygodne, że to wszystko dzieje się przez tylko jedną osobę na tym świecie. Chyba wpadłam po uszy.
- Ami, musimy poważnie pogadać, słyszysz?
Spojrzałam na Oliwię z rozbawieniem i zapytałam:
- Ale o czym? Przecież nic się nie dzieje.
- Taa mhm.. nic się nie dzieje. Czyli, że bez powodu jesteś taka szczęśliwa? - nie czekając na moją odpowiedź, dodała - Musimy w końcu pogadać jak przyjaciółki, bo nią jestem, tak? Musisz mi w końcu wyjaśnić o co chodzi - powiedziała patrząc na mnie wymownie, a potem zwróciła się do Michała - Ale bez ciebie, kochanie.
- Czyli, że przede mną też macie jakieś tajemnice? 
- Nie mamy, ale muszę pogadać z Ami szczerze jak z przyjaciółką. Nie bądź zły, kotek - powiedziała i pocałowała go.
- Dobrze, rozumiem. Teraz chcecie pogadać?- spytał Michał patrząc w kierunku budynku szkoły, gdzie właśnie zadzwonił dzwonek na lekcję.
- Po lekcjach. 
- Dobrze, kochane to ja spadam..
                                                          *

     Postanowiłyśmy z Oliwią, że pójdziemy w stronę starych murów. Może miejscówka nie była zbyt najlepsza bo tam młodzież najczęściej piła, paliła, ale spodziewałyśmy się, że po 4 godzinach lekcyjnych nikogo tam nie będzie. Miałyśmy tylko cztery lekcje, ponieważ ''kochana'' pani od matematyki zachorowała, z czego się bardzo cieszyłam.
Kiedy dotarłyśmy na miejsce, nikogo nie było, na szczęście. Oliwia usiadła sobie na takim murku, a ja obok niej.
- To opowiadaj.
Kiedy spojrzałam na Oliwię miałam wątpliwości czy powiedzieć jej prawdę. Ale jeśli znowu skłamać to co...? W końcu wstałam i zaczęłam chodzić w jedną stronę, potem w drugą i tak w kółko.
- Powiesz mi do cholery? - krzyknęła zniercierpliwiona
Na moment przystanęłam w miejscu, przegryzłam wargi.. i znów zaczęłam tak chodzić. 
- No błagam cię, litości! Zniosę wszystko, nawet jeśli jest to związane ze mną.
Przystanęłam w miejscu i wybuchnęłam śmiechem.
- Nie to nie jest związane z tobą!
- To mów o co chodzi.
Znów przegryzłam wargi. Ale jednak podjęłam ostateczną decyzję. Powiem jej prawdę, nie będę dłużej tego ukrywać przed nimi. W końcu to moi przyjaciele.
- Powiem prosto z mostu... - spuściłam głowę i dokończyłam - Zakochałam się w Adrianie. 
Dopiero po krótkiej chwili, podniosłam głowę aby zobaczyć reakcje Oliwki. Widać, że była mocno zdumiona tym co przed chwilą powiedziałam i z wrażenia chyba nie wiedziała co powiedzieć.
- Ale w TYM Adrianie?
- Tak, w tym o którym ciągle gadaliście...
- Nie wierzę! - zaczęła kiwać głową z niedowierzaniem - Ale jak to się stało?
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam opowiadać:
- Właściwie to zaczęło się od tego, kiedy go pierwszy raz zobaczyłam w szkole, co spytałam się ciebie kto to, pamiętasz? 
- Ach, tak.. 
- Potem przypadkiem zdobyłam jego numer komórki, więc tak zaczęliśmy pisać. I piszemy już od dobrych paru dni... mogę ci powiedzieć, że bardzo zbliżyliśmy się do siebie i jestem bardzo szczęśliwa. 
Oliwia uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie mocno.
- Jej, naprawdę mnie zaskoczyłaś. Że też wcześniej tego nie zauważyłam. Czyli już teraz wszystko jasne, że ty jesteś tą dziewczyną, która z nim pisze.
- Chyba tak - powiedziałam i uśmiechnęłam się - Chyba trafiłam w końcu na tego odpowiedniego, do tej pory jak wiesz, mało miałam szczęścia w miłości...
- Myślę, że pasujecie do siebie idealnie, tylko... czemu nam nie powiedziałaś?
- Nie wiem.. nie chciałam zapeszać? sama nie wiem, ale od teraz będę ci wszystko mówiła.
- Mam nadzieję. - powiedziała Oliwia i przytuliła mnie jeszcze raz - A spotkaliście się?
- Niee... na razie tylko piszemy.
- Kiedyś na pewno się spotkacie! - pocieszyła Oliwia.
- Tylko błagam nie mów Adrianowi tego, że...
- Oczywiście, że nie powiem, że go kochasz. Ale mogę powiedzieć, że wiem, że piszecie?
- Tak, to tak. - powiedziałam ze śmiechem
- A Michał? Powiesz mu?
- Ty mu powiesz - powiedziałam - Muszę już spadać, Oliwia.
Oliwia jeszcze dodała:
- Naprawdę się cieszę!
- Ja też.






czwartek, 19 września 2013

Rozdział 8


     Zmęczona i totalnie wykończona, z trudem podniosłam głowę i próbowałam sobie przypomnieć wszystkie szczegóły z wczorajszego dnia. Przypominając sobie jak całą noc samotnie przesiedziałam w kącie z telefonem w ręku, czekając na smsa od pewnej osoby, na której cholernie mi zależało... posmutniałam. Z bezradnością spojrzałam na telefon, który leżał na stoliku. Przez moment wahałam się, czy nie zobaczyć, czy nie ma czasem żadnej nowej wiadomości. Poddałam się, wyciągnęłam rękę po telefon i odblokowałam klawiaturę. Żadnych nowych wiadomości. Oczywiście, a czego ja się spodziewałam? Westchnęłam ciężko i podniosłam się z łóżka. Pokierowałam się prosto do łazienki, a potem do mojej garderoby, w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Niestety nie mogłam się zbytnio na tym skupić, ponieważ moje myśli ciągle zatrącał Adrian. Starałam się, robić wszystko, żeby o nim nie myśleć chodź przez chwilę. Przecież nie mogę zawalić szkoły, zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego. Musiałam jakoś funkcjonować. 
     W końcu wybrałam jasne rurki i czarną, długą bluzę z kapturem. Mój typowy ubiór na chłodne dni. Mogłabym jakoś lepiej się ubrać, ale nie miałam nawet do tego sił. Byłam wykończona. Potem pokierowałam się do łazienki i zatrzymałam obok lustra. Moje odbicie w lustrze było przerażające. Rozkopane włosy, podkrążone oczy, blada twarz. Zmęczenie było po mnie widać, dlatego postanowiłam je jakoś zakamuflować. Miałam szczęście, że mama akurat była w pracy, a Olka nie było w domu. Uniknęłam zbędnych pytań i docinek brata. A na to nie miałam najmniejszej ochoty. 
     Nie wiedząc co zrobić z włosami, ostatecznie związałam je w niechlujnego koka. Potem wyciągnęłam kosmetyki i dzięki korektorowi i podkładowi, moja twarz wyglądała tako jako. Potem zajęłam się oczami i brwiami. Kiedy już skończyłam, przyjrzałam się sobie krytycznie i stwierdziłam, że nie wyglądam tak źle. Co prawda, rzadko się malowałam, bo nie widziałam takiej potrzeby, ale dzisiaj to była wyjątkowa sytuacja. Dumna ze swojej roboty, powędrowałam w kierunku kuchni, aby napić się kilka łyków napoju energetycznego. Miałam nadzieję, że chociaż to coś pomoże, ponieważ na zrobienie sobie kawy zabrakłoby mi czasu. Spoglądając na zegarek, przeraziłam się, że już jest tak późno, dlatego pognałam w stronę przedpokoju, aby założyć buty. Kiedy już je założyłam, zabrałam torbę i wyszłam. Postanowiłam tym razem poczekać przed moim domem, aż Oliwia z Michałem tutaj dotrą. W końcu obiecałam, a ja dotrzymuję obietnicy, nie to co Adrian. 
Zanim się obejrzałam, moi przyjaciele stanęli tuż obok.
- Siemka - rzucili obydwoje na przywitanie.
- Ale ty... - przerwała Oliwia i przyjrzała mi się dokładniej, a potem dokończyła - dzisiaj wyglądasz jakoś inaczej, ładniej.
- Dzięki wielkie.. - rzuciłam oburzona.
- Nie no, Ami! Ty zawsze wyglądasz ładnie i w ogóle, ale dzisiaj... - nie dokończyła przyjaciółka, ponieważ chyba nie mogła znaleźć odpowiednich słów.
- Oliwia ma rację - odezwał się Michał - rewelacyjnie wyglądasz.
- Dziękuje wam, kochani - powiedziałam i uśmiechnęłam się do nich najpiękniej jak potrafiłam, ale wiedziałam w głębi, że wcale nie jest mi do śmiechu.
- Hmm.. a może kryje się za tym jakiś chłopak? - zapytała Oliwia z tajemniczym uśmiechem.
Poczułam, że się czerwienię. Modliłam się w głębi duszy, aby tego nie zauważyli.
- Chłopak? No coś ty.
- Czyżby? - dopytywał się Michał.
- Przecież bym wam powiedziała... - powiedziałam i przegryzłam wargi. Źle się z tym czułam, że okłamywałam moich przyjaciół, ale w końcu postanowiłam na razie nikomu o tym nie mówić. Poza tym co tu opowiadać? Pisaliśmy i koniec, to na tyle...
- Racja - odpowiedziała Oliwia.
- Aa właśnie, Oliwia! Wczoraj rozmawiałem z Adrianem... - na te imię zareagowałam błyskawicznie, dlatego zaczęłam się uważniej przysłuchiwać - słuchaj, dzwoniłem do niego i chciałem go zabrać na jakieś piwko, ale on był w takim stanie, że masakra... dawno go takiego nie widziałem.
- Ale co się stało? Dowiedziałeś się coś?
- Niby ma jakieś problemy rodzinne i coś tam się stało wczoraj, ale kompletnie nic nie chciał powiedzieć.
Ciężko mi było określić jak się czułam. Przez moment byłam kompletnie zdezorienowana. Czułam jednocześnie ulgę, że jednak coś się stało, że nie mógł napisać, a z drugiej strony czułam złość do samej siebie. Bez zastanowienia wyciągnęłam komórkę z kieszeni i wybrałam numer Adriana i szybko mu napisałam:
Ja: Hej, Adrian. Co tam? Coś się stało, że nie piszesz? Troszkę się martwię :D
Nie zastanawiałam się ani sekundy dłużej, czy ta wiadomość może być czy też nie. Było mi to bez znaczenia, chciałam tylko wiedzieć co się u niego dzieje. Gdybym to wiedziała, już wczoraj do niego bym napisała. Oszczędziłabym sobie czasu, stresu i zamartwiania. Tak jak się spodziewałam, szybko dostałam wiadomość od Niego.
On: Hej, oo przepraszam wyleciało mi to kompletnie z głowy. Miałem taki sajgon w domu. Wybacz.
Ja: Spoko, ale coś się stało? 
On: Trochę tak, ale nie będę ci o tym mówił :) Co u ciebie?
Ja: Ja umiem dochować tajemnicy, masz to jak w banku. Jakbyś chciał o tym pogadać to wal śmiało. ;)
On: Mam problemy rodzinne. Na pewno chcesz, żebym ci tym zawracał głowę?
Chciałam napisać, że już mi zawrócił w głowie, ale się powstrzymałam. 
Ja: I tak już zacząłeś. Opowiadaj ;)
On: Wczoraj się dowiedziałem, że moi starzy się rozwodzą i z tego powodu wczoraj była niezła awantura.
Ja: Oo, strasznie ci współczuję! Coś trochę o tym wiem, bo sama wychowywałam się bez ojca.. doskonale cię rozumiem. 
On: A co się stało? Odszedł od twojej mamy?
Ja: Nie, miał wypadek, zaraz po tym jak się urodziłam. 
On: Przykro mi.
Ja: Ok. Ale widzisz jesteśmy w podobnej sytuacji. Nie przejmuj się tym tak :-)
On: Fakt trochę mi z tym ciężko, ale jakoś żyć trzeba.
Ja: Oczywiście, że trzeba! Wiesz to, że oni się rozwodzą to ich sprawa, a ty po prostu musisz to zaakceptować, chodź wiem, że na początku może to nie jest takie łatwe.
On: Masz rację, całkiem mądra z ciebie dziewczyna ;)
Ja: Czy ja wiem, czy taka mądra?! Ale dzięki ;]
On: Mądra, mądra. :D
Ja: Wiesz, a tak sobie pomyślałam, czy może nie narzucam ci się zbytnio? 
On: Niee. Ani troszkę :)
Ja: To dobrze :D 
On: To dzięki twojej mądrości teraz się uśmiecham :)
Ja: Oj tam, ja cię tylko wysłuchałam. ;)
On: Nie tylko ;) 
                                                       *
     
     Siedząc w swoim pokoju, na dywanie po turecku, z uśmiechem na twarzy zaczęłam odpisywać na kolejnego smsa. Cały dzień przepisaliśmy praktycznie. Ciągle starałam się go ponieść na duchu, pocieszyć, rozśmieszyć, efekt był rewelacyjny. Przez te kilka godzin poczułam, że bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Co sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej radosna. Przez moment była pewna, że to tylko sen, a za chwilę się obudzę i to wszystko zniknie, jednak nie. Los pragnął mnie uszczęśliwić. Pragnął, abym w końcu zaczęła się uśmiechać, tak jak wtedy i abym cieszyła się życiem i chwilą i zupełnie nie przejmowała się resztą. Tak chciał. 
     Odczytując kolejnego miłego smsa od Adriana, aż zaczęłam piszczeć z radości. A za moment podniosłam się, włączyłam jakąś muzykę z radia i zaczęłam wykonywać jakieś dziwne ruchy taneczne. Energia tak mnie rozpierała, że nie mogłam usiedzieć w miejscu. Tańczyłam, tańczyłam i tańczyłam. Ciało moje było rozluźnione i mogłam z nim robić to co chcę. To była ta chwila i ten moment. Gdy nagle za plecami usłyszałam czyjś śmiech, przerażona odwróciłam się i zobaczyłam w drzwiach stojącego Olka.
- A co to ma być? A może dać ci namiary do klubu go go? - zapytał Olek, z trudem powstrzymując rozbawienie.
- Spierdalaj! - rzuciłam i zaczęłam dalej tańczyć, w jego obecności. Nie przeszkadzało mi to ani trochę, miałam w nosie to co mówi i myśli. Dla mnie liczył się tylko Adrian.




____________________________________________________________

Bardzo ucieszyły mnie te ostatnie wasze komentarze ;)
Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobra w pisaniu.
Dziękuję za te wszystkie słowa :*


sobota, 14 września 2013

Rozdział 7


 - Ami, co się wczoraj stało? - to było pierwsze pytanie z ust mamy, przy śniadaniu. Wczoraj wieczorem również wypytywała mnie o to. Dzisiaj jak widać, również nie dawała za wygraną.
- Nie chcę o tym gadać! - wypowiedziałam po raz kolejny te samo zdanie.
- Powiedz mi o co chodzi, Amelia... Co się stało?
- Nic.
- To czemu uciekasz wzrokiem w bok? Jesteś moją córką i znam cię! - powiedziała i zamilkła na chwilę, przyglądając mi się badawczo. Nie lubiłam gdy patrzyła na mnie w ten sposób. Za chwilę znowu spytała - Czyli nie powiesz mi?
Westchnęłam.
- Pokłóciłyśmy się. To wszystko.
- Ale o co?
- Mamo to już jest moja sprawa - powiedziałam, zerkając na zegarek, który wskazywał już 7.35. - A teraz idę już, aby uniknąć kolejnej kłótni z braciszkiem. 
- Skoro tak to idź już, idź.
Wstałam, zabrałam kanapki i pokierowałam się wyjścia. Chwyciłam za kurtkę oraz torbę i wyszłam.
     Zamyślona i i totalnie przygaszona, szłam wolno w kierunku budynku, w którym znajdowała się szkoła. Prawdę mówiąc, sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć i jak się zachować. Laurę zawsze uważałam, za tajemniczą i trochę dziwną. Była jednocześnie miła, sympatyczna, piękna ale zarazem taka bezpośrednia, bezwzględna, miała w sobie taką tajemnicę... w dodatku te jej dziwne zachowanie. Totalnie nie potrafiłam rozgryźć tej dziewczyny. I chyba nawet bałam się znać powód tego, dlaczego się tak zachowuje. 
Nagle usłyszałam za sobą szybkie kroki, szybko się odwróciłam, ale to na szczęście tylko Oliwia z Michałem, jak zwykle.
- Ja to chyba nie doczekam się i chyba raczej nie zanosi się na to, że będzie kiedykolwiek taki dzień, że poczekasz na nas łaskawie. - powiedziała nieco żartobliwym tonem Oliwka, ale widziałam po jej minie, że była trochę zła.
- Przepraszam was. To się zmieni.
- Taaa? - zapytał Michał i podszedł do mnie się przywitać tak samo, jak zrobiła to przed chwilą moja przyjaciółka, czyli buziakiem w policzek.
- Nie wierzę ci - oznajmiła, patrząc na mnie udawanym ''wrogim'' spojrzeniem.
- To uwierz - powiedziałam i zaczęliśmy iść dalej w kierunku szkoły.
- A co słychać u was? - spytałam
Oliwia spojrzała na Michała z uśmiechem, a potem na mnie.
- A my fajnie sobie spędziliśmy popołudnie we dwoje... w kinie, a potem w tamtej kawiarence co ostatnio byliśmy. I zobacz, co dostałam od Michasia.. - powiedziała z szerokim uśmiechem i wyciągnęła w moją stronę dłoń, który na jednym z palcy widniał przepiękny srebrny pierścionek. Wytrzeszczyłam oczy z nie dowierzenia i zapytałam Michała:
- Oświadczyłeś jej się?
Michał pokręcił głową.
- Na razie jeszcze nie, to tylko taki mały prezencik...
- Za to jaki piękny - pochwaliłam 
- No, wczoraj nie mogłam się na niego napatrzeć! Jeszcze raz dziękuje! - odparła i pocałowała Michała.
- Jesteście najidealniejszą parą na świecie! - stwierdziłam
- Dzięki, Ami. Ty za to jesteś najfajniejszą laską na świecie! - krzyknął Michaś
- Ejj.. - szturchnęła go naburmuszona Oliwia.
Śmiałam się i jednocześnie nie mogłam się napatrzeć jaką oni są wspaniałą parą. To dzięki im, mój humor poprawił się o 180s. 
- Oprócz ciebie, skarbie - rzekł Michał i mocno przytulił Oliwkę.
- No dobrze gołąbeczki, idzieeemy! 
Na szczęście posłuchali mnie. Idąc już tym razem w ciszy, nagle zdałam sobie sprawę, że do tej nie doszedł pory do mnie żaden sms od Adriana. Co prawda miał napisać dzisiaj, jak obiecał więc stwierdziłam, że raczej nie ma się czym martwić. Poza tym gdzieś w głębi wiedziałam, że on taki nie jest.
- A co tam słychać u Adrianka? - zapytała nieoczekiwanie Oliwia.
Przez chwilę myślałam, że mnie się pyta więc trochę się przestraszyłam, ale kiedy zauważyłam, że patrzy wyczekiwająco w stronę swojego chłopaka, ulżyło mi. 
- Aa, właśnie. Przyznał mi się, że pisze z jakąś fajną laską.
Uśmiechnęłam się mimowolnie sama do siebie. Oczywiście, chodziło o mnie.
- Oo, a z kim? - zapytała z zaciekawieniem przyjaciółka.
Przez chwilę nie oddychałam. Przestraszyłam się, że zaraz wszystko wyjdzie na jaw, że moi przyjaciele dowiedzą się o moim sekrecie i będą mieli do mnie żal o to, że im nie powiedziałam. 
- Nie mam pojęcia - wzruszył ramionami Michał.
Wolno wypuściłam powietrze z ust i miałam ochotę zakrzyczeć, zapiszczeć albo coś w tym stylu. Ale z trudem musiałam się powstrzymać, aby moi przyjaciele niczego nie zauważyli.
- Laura się kieruje w twoją stronę - ostrzegł mnie Michał, kiedy minęliśmy pierwszy główny korytarz. - Idę na anglik, widzimy się później
- Okej..właśnie, Ami! A jak ta kolacja, czy obiad.. udała się? - zapytała Oliwia
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam jak Laura biegnąca za nami krzyczała. Na całe szczęście było tylko kilka osób na korytarzu.
- Amelka, pogadajmy!
Wywróciłam oczami, odwróciłam się i czekałam z założonymi rękami co ma mi do powiedzenia.
- Hej... - powiedziała i przerwała aby złapać oddech - Sorki za wczoraj, głupio wyszło.
- Nie zaprzeczę... - chciałam jeszcze coś dodać, ale zdałam sobie sprawę, że świadkiem naszej konwersacji jest Oliwia. Nie chciałam, żeby dowiedziała się o całej sprawie. 
- Proszę, wybaczysz mi? To się już nie powtórzy! - spojrzałam na nią, minę miała bardzo poważną. Swoją postawą, sprawiała wrażenie, że będzie tak stała do całą wieczność dopóki jej nie wybaczę. W sumie, nie stało się nic wielkiego. A po co mi kolejne zmartwienie? 
- Spoko, nic się nie stało.  
- Dzięki - powiedziała i uśmiechnęła się, tym swoim pięknym uśmiechem. Kiedy w końcu Laura odeszła, Oliwia, która się temu przedstawieniu cały czas przyglądała w końcu miała okazję mnie wypytać o co chodzi.
- Co się tu stało? Ja już kompletnie nic nie czaje..
Spojrzałam na Oliwkę, która domagała się wyjaśnień, ale i tak wiedziałam, że nie powiem jej prawdy. Z resztą sprawa już jest wyjaśniona. 
- Laura wczoraj wylała przypadkowo sok na moją ulubioną bluzkę i się wściekłam. - powiedziałam, lecz sama nie miałam pojęcia, że jestem taka dobra w kłamstwach. Z resztą Oliwia i tak uwierzy w każdą bajkę.
- Też bym się wściekła.
Uśmiechnęłam się lekko. Nie czułam się z tym dobrze, że okłamuję swoją najlepszą przyjaciółkę, ale ona naprawdę nie musiała o tym wiedzieć. A skoro wszystko sobie wyjaśniłyśmy z Laurą i już się to nigdy nie powtórzy, to serio nie ma się czym przejmować. A jeśli chodzi o Adriana... to, że z nim piszę niech na razie zostanie w tajemnicy. Nikt nie musi o tym wiedzieć.
                                                        *

     Był późny wieczór, a ja siedziałam skulona w pokoju, trzymając w ręce komórkę, którą nerwowo obracałam i co kilka sekund spoglądałam czy nie ma żadnej wiadomości. Tak, Adrian jeszcze nie napisał. Czekałam podczas lekcji, przerw. Ale wciąż miałam nadzieję, że napisze w końcu obiecał. 
     Siedziałam już tutaj od ponad dwóch godzin. I ani jednej wiadomości, kompletna cisza. Powoli nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Oczywiście mogłabym napisać i bardzo bym chciała to zrobić, jednak nie chcę wyjść na idiotkę, która mu się narzuca. Jeśli mu zależy na naszej znajomości, powinien napisać. A jeśli nie... właśnie, co wtedy? Mam o wszystkim zapomnieć? Mam o nim zapomnieć? Może i tak by było dla mnie lepiej, ale chyba nie potrafiłam. Adrian stał się dla mnie kimś ważnym i nie chciałam aby nasza znajomość skończyła się na milczeniu, ale nie miałam wyjścia. Pozostało mi jedynie czekać.
                                                        *

     Ze wzrokiem utkwionym w komórce, wciąż czekałam, czekałam i czekałam. Po raz setny odblokowałam klawiaturę i ku mojemu zaskoczeniu dochodziła już pierwsza w nocy. Zdałam sobie sprawę, że siedzę tak i czekam od pięciu godzin. W głębi serca wiedziałam, że już nie napisze, ale mimo to ja wciąż czekałam. Kilka razy przeglądałam nasze wiadomości, które pisaliśmy jeszcze wczoraj. Obiecał się odezwać. I co? I nic, cisza! A może chciał się mnie tylko pozbyć? Może pisze z wieloma innymi dziewczynami, a ja byłam tylko dodatkiem? Ale nie, w końcu Michał powiedział wyraźnie, że pisze z ''fajną laską''. A może to jakaś inna już? Może do cholery wcale tu nie chodzi o mnie? A ja głupia czekam godzinami! Ale od kiedy sobie przypomnę, zawsze miałam pecha do chłopaków. Może gdybym miała takie samo nastawienie do facetów, jak moja mama, miałabym lepiej w życiu?! Od kiedy zmarł ojciec, mama żadnym innym się nie zainteresowała. Twierdzi, że nie potrzebuje faceta do szczęścia i nigdy nie pokocha już żadnego tak jak tatę. Ale gdzie nie pojedziemy, zawsze za nią oglądają, nawet młodzi chłopcy w moim wieku. A mama ma po prostu wyjebane na to. Chciałabym tak samo mieć. Ale ja tak nie potrafię. Wpieprzyłam się w gówno i trudno będzie z niego wyjść. Ale to tylko i wyłącznie moja wina. Nikt mi w końcu nie kazał się nim zainteresować! 
     Starałam się pohamować łzy, które napływały mi do oczów. Nie mogłam pozwolić na to, aby spłynęły one na moja twarz. Nie mogłam płakać! Musiałam być silna i czekać...




                               _________________________________________________________

Oto kolejny rozdział, trochę dłuższy.
Piszcie co o nim myślicie.